Co powinna zawierać strona internetowa lekarza prowadzącego prywatną praktykę?
Konkretna lista elementów strony lekarza z prywatną praktyką – co wymaga prawo (cennik, dane rejestrowe, RODO), co decyduje o umówieniu wizyty i czego lepiej nie pisać.
Wstęp01
Projektuję strony internetowe dla branży medycznej i prawie każda pierwsza rozmowa o stronie internetowej dla lekarza zaczyna się od tego samego pytania: co właściwie ma być na tej stronie. Odpowiedź, którą można znaleźć w internecie, jest zwykle podobna – zdjęcie, opis, kontakt, ładna grafika, formularz. To nie jest zła odpowiedź. Jest niepełna. Pomija dwie rzeczy, które w rozmowach z lekarzami wychodzą najczęściej: co na stronie lekarza musi być z mocy prawa i co realnie decyduje o tym, że pacjent po wejściu dzwoni, a nie zamyka kartę.
Poniżej rozdzielam to na trzy grupy. Elementy wymagane przepisami, elementy, które przekładają się na umówione wizyty, i rzeczy, których na stronie lekarza lepiej nie umieszczać. Na końcu jest lista do odhaczenia i kilka pytań, które wracają w rozmowach.
Jedno zastrzeżenie na start. Nie jestem prawnikiem. Podaję konkretne artykuły ustaw i uchwał, żeby dało się je sprawdzić, ale w sprawach spornych ostatnie słowo ma Twoja okręgowa izba lekarska.
Co pacjent sprawdza w pierwszych sekundach?02
Zanim przejdziemy do przepisów, warto sobie uświadomić, po co pacjent w ogóle wchodzi na stronę lekarza. Według badania CBOS „Zdrowie online” 69% internautów szuka w sieci informacji o lekarzach i usługach medycznych, a 62% - opinii o konkretnych lekarzach. Mniej więcej co trzecia osoba umawia wizytę przez internet. To nie są ludzie, którzy chcą poczytać o misji gabinetu. Oni sprawdzają trzy rzeczy, w tej kolejności.
Czy to jest ten specjalista, którego szukam? Czy zajmuje się moim problemem? Jak się umówić i ile to kosztuje?
Jeśli odpowiedź na te trzy pytania nie mieści się na pierwszym ekranie telefonu, strona nie spełnia swojej podstawowej funkcji – niezależnie od tego, jak wygląda. Widziałem strony, na których numer telefonu był w stopce, pod trzema ekranami tekstu o tym, że pacjent jest najważniejszy. Pacjent w takiej sytuacji nie czyta. Wraca do wyników wyszukiwania i wybiera kogoś, kto podał numer od razu.
Większość wejść na strony gabinetów pochodzi z telefonu. Często wieczorem, po godzinach pracy, kiedy nikt nie odbiera. To determinuje układ strony bardziej niż jakakolwiek decyzja o kolorach.
Elementy wymagane przepisami03
Nikt nie każe lekarzowi mieć strony internetowej. Ale jeśli już ją masz, kilka rzeczy musi się na niej znaleźć – i to nie wynika z dobrych praktyk, tylko z ustaw. Większość stron lekarzy, które oglądam, nie spełnia co najmniej jednego z poniższych punktów. Zwykle dlatego, że wykonawca robił wcześniej strony dla restauracji i nie miał powodu tego wiedzieć.
Cennik i zakres świadczeń – ustawa o działalności leczniczej
To jest przepis, o którym słyszało najmniej lekarzy, a jest najbardziej jednoznaczny. Regulamin organizacyjny ma co do zasady każdy podmiot wykonujący działalność leczniczą, w tym praktyka zawodowa (art. 23 ust. 1 ustawy o działalności leczniczej). Art. 24 ust. 2 nakazuje z kolei, żeby aktualne informacje o rodzaju działalności i zakresie udzielanych świadczeń, o wysokości opłaty za udostępnienie dokumentacji medycznej oraz o wysokości opłat za świadczenia zdrowotne były podane do wiadomości pacjentów przez wywieszenie w miejscu udzielania świadczeń oraz na stronie internetowej podmiotu.
„Co do zasady”, bo ustawa zna wyjątek. Art. 23 ust. 2 zwalnia z obowiązku posiadania regulaminu lekarza, który prowadzi indywidualną albo indywidualną specjalistyczną praktykę wyłącznie w cudzym zakładzie leczniczym, na podstawie umowy z podmiotem leczniczym prowadzącym ten zakład (art. 18 ust. 4 i 6) – pod warunkiem, że nie prowadzi w niej monitoringu pomieszczeń. Analogiczne zwolnienie mają pielęgniarki i położne (art. 19 ust. 4 i 6) oraz fizjoterapeuci (art. 19a ust. 3). Jeśli przyjmujesz pacjentów pod własnym adresem – a o takiej praktyce jest ten tekst – wyjątek Cię nie obejmuje, a wraz z regulaminem wraca obowiązek publikacji z art. 24 ust. 2.
Innymi słowy: jeśli prowadzisz stronę, cennik musi na niej być. Nie „warto”, tylko musi. Dotyczy to również indywidualnych praktyk lekarskich – art. 24 ust. 3 wyłącza dla praktyk kilka punktów regulaminu, ale nie te dotyczące cennika i zakresu świadczeń.
W praktyce oznacza to osobną podstronę lub wyraźną sekcję „Cennik” z aktualnymi kwotami. Widełki „od” są powszechne i raczej akceptowane, ale pacjent powinien wiedzieć, ile zapłaci za całość – jeśli konsultacja obejmuje badanie USG, cena powinna to uwzględniać. Warto też pamiętać o art. 24a: rachunek wystawiony pacjentowi ma być zgodny z opublikowanym cennikiem. Cennik na stronie, który rozjeżdża się z tym, co pacjent płaci w gabinecie, to problem nie tylko wizerunkowy.
Dwie rzeczy, o których prawie wszyscy zapominają. Pierwsza – opłata za udostępnienie dokumentacji medycznej (kopia, wyciąg, wydruk). Musi być podana, nawet jeśli w praktyce nikt o nią nie pyta. Druga – jeśli w gabinecie lub poczekalni jest monitoring, informacja o nim również powinna znaleźć się na stronie (art. 23a).
Dane identyfikacyjne – ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną
Strona z formularzem kontaktowym, rezerwacją online czy nawet samą informacją o usługach jest w rozumieniu tej ustawy usługą świadczoną drogą elektroniczną. Art. 5 wymaga podania w sposób wyraźny i bezpośrednio dostępny: adresu e-mail, imienia i nazwiska oraz adresu. Jeśli usługodawcą jest osoba wykonująca zawód regulowany – a lekarz nim jest – dochodzą dodatkowe elementy:
- samorząd zawodowy, do którego należysz (konkretna okręgowa izba lekarska),
- tytuł zawodowy, którego używasz, i państwo, w którym został przyznany,
- numer w rejestrze publicznym wraz z nazwą rejestru i organem, który go prowadzi – czyli numer prawa wykonywania zawodu i wskazanie Centralnego Rejestru Lekarzy prowadzonego przez Naczelną Radę Lekarską,
- informację o istnieniu zasad etyki zawodowej i o tym, gdzie je znaleźć – wystarczy zdanie i link do Kodeksu Etyki Lekarskiej na stronie NIL.
Brak tych danych jest wykroczeniem zagrożonym grzywną. Nie znam przypadku, żeby ktoś został za to ukarany, ale to nie jest argument, żeby tego nie mieć – uzupełnienie stopki zajmuje pięć minut. Do tego dochodzi NIP, którego wymaga Prawo przedsiębiorców przy podawaniu oferty.
Numer księgi rejestrowej w RPWDL nie jest wprost wymagany na stronie – ustawa mówi, że podaje się go na wniosek pacjenta. Ale pacjenci coraz częściej sprawdzają lekarzy w rejestrach i warto im to ułatwić. Sekcja „Informacje prawne” w stopce z kompletem danych buduje więcej zaufania niż niejeden akapit o doświadczeniu.
RODO – polityka prywatności to dopiero początek
Polityka prywatności w stopce jest na większości stron. Problem zaczyna się w miejscach, gdzie strona faktycznie zbiera dane – czyli przy formularzu kontaktowym i rezerwacji online.
Dane o zdrowiu są szczególną kategorią danych osobowych (art. 9 RODO). Co ważne, nie chodzi wyłącznie o diagnozy i wyniki. Sam fakt, że ktoś zapisuje się do konkretnego specjalisty, bywa traktowany jako dana o zdrowiu – tym pewniej, im węższa specjalizacja, bo tym więcej wynika z zapisu o stanie zdrowia pacjenta. Przy formularzu na stronie psychiatry czy ginekologa bezpieczniej z góry przyjąć, że takie dane się w nim pojawią.
Z tego wynika kilka praktycznych zasad. Nie proś w formularzu o opis dolegliwości. Pola powinny być ograniczone do tego, co potrzebne do kontaktu: imię, telefon lub e-mail, ewentualnie preferowany termin. Jeśli zostawiasz pole „wiadomość”, dopisz pod nim prośbę, żeby nie wpisywać tam informacji medycznych – o dolegliwościach porozmawiacie na wizycie. Klauzula informacyjna (art. 13 RODO) powinna być przy samym formularzu, nie tylko w polityce prywatności trzy kliknięcia dalej. Zgłoszenia powinny trafiać na skrzynkę w Twojej domenie, nie na darmowe konto pocztowe.
Jeśli formularz obsługuje zewnętrzne narzędzie, a stronę utrzymuje firma hostingowa, warto sprawdzić, w jakiej roli występuje każdy z dostawców. Tam, gdzie przetwarza dane na Twoje zlecenie, potrzebna jest umowa powierzenia. Część portali i systemów rezerwacji występuje jednak jako odrębny administrator albo współadministrator i wtedy właściwy jest inny dokument. Dostawcy zwykle sami wskazują swoją rolę i mają gotowe wzory, ale ktoś musi to przeczytać przed podpisaniem.
Dobra wiadomość dotyczy plików cookies. Prawo komunikacji elektronicznej (art. 399) wymaga zgody na cookies, które nie są niezbędne do działania strony – czyli na statystyki i narzędzia marketingowe. Jeśli strona ich nie ładuje, baner zwykle nie jest potrzebny. Warto tylko sprawdzić, co wczytują elementy osadzone z zewnątrz: mapa, widżet rezerwacji, film czy fonty z cudzego serwera potrafią same ustawiać takie pliki. Wiele prostych stron gabinetów banera nie potrzebuje, a i tak go ma, bo wykonawca dodał „na wszelki wypadek”.
Inspektora ochrony danych pojedynczy lekarz zwykle wyznaczać nie musi – motyw 91 RODO wprost wskazuje, że przetwarzanie danych pacjentów przez indywidualnego lekarza nie jest przetwarzaniem na dużą skalę.
Informacja, nie reklama – ustawa, KEL i uchwała NRL
Tu jest najwięcej nieporozumień, więc po kolei.
Art. 14 ustawy o działalności leczniczej: podmiot wykonujący działalność leczniczą podaje do wiadomości publicznej informacje o zakresie i rodzajach udzielanych świadczeń, a treść i forma tych informacji nie mogą mieć cech reklamy. Naruszenie tego przepisu jest wykroczeniem (art. 147a Kodeksu wykroczeń). Ten zakaz obowiązuje niezależnie od zmian w Kodeksie Etyki Lekarskiej.
Nowy KEL, obowiązujący od 1 stycznia 2025 roku, zrezygnował ze sformułowania „wszelkie reklamowanie się jest zabronione” i zastąpił je w art. 71 prawem do informowania o oferowanych usługach, zgodnie z zasadami etyki. Prasa podała to jako „lekarze mogą się reklamować”. Prawnicy zajmujący się prawem medycznym są ostrożniejsi: ustawowy zakaz z art. 14 nie zniknął, a lekarzy wciąż obowiązuje uchwała Naczelnej Rady Lekarskiej nr 29/11/VI z 2011 roku w sprawie zasad podawania do publicznej wiadomości informacji o udzielaniu świadczeń.
Ta uchwała jest przydatna, bo mówi wprost, co może być przedmiotem informacji: tytuł zawodowy, imię i nazwisko, miejsce, dni i godziny przyjęć, rodzaj praktyki, stopień i tytuł naukowy, specjalizacje, umiejętności z węższych dziedzin medycyny, szczególne uprawnienia, numer telefonu. Ceny i sposób płatności – tak, ale tylko na stronie internetowej praktyki lub przez telefon informacyjny. Czyli cennik na stronie jest nie tylko wymagany przez ustawę, ale i wyraźnie dopuszczony przez samorząd.
Czego informacja zawierać nie może: żadnej formy zachęty do korzystania ze świadczeń, informacji o metodach, ich skuteczności i czasie leczenia, obietnic i potocznych określeń, informacji o jakości sprzętu. NIL w swoim omówieniu podaje przykłady słów, które są nie do obrony: „najlepszy”, „najtańszy”, „najnowocześniejszy”, „najkrótsze terminy”. Do tego rabaty, raty, promocje.
Jak to przełożyć na tekst strony? „Zajmuję się leczeniem bezsenności, zaburzeń lękowych i depresji u osób dorosłych” – to informacja. „Skutecznie leczę bezsenność najnowocześniejszymi metodami, umów się dziś” – to trzy naruszenia w jednym zdaniu. Różnica nie jest subtelna, kiedy się ją raz zobaczy.
Elementy, które decydują, czy pacjent zadzwoni04
Przepisy określają minimum. To, co poniżej, określa, czy strona przynosi wizyty.
Specjalizacja i zakres pomocy na pierwszym ekranie
Pierwszy ekran strony – to, co widać na telefonie bez przewijania – powinien odpowiadać na pytanie „czy trafiłem dobrze”. Imię i nazwisko, tytuł, specjalizacja, miasto, jedno zdanie o tym, w czym pomagasz, i sposób kontaktu. Tyle. Zdjęcie gabinetu, logo i hasło przewodnie mogą być, ale nie zamiast tych informacji.
Zakres pomocy warto opisać językiem, którym pacjent wpisuje problem w wyszukiwarkę. Pacjent nie szuka „diagnostyki i terapii schorzeń układu ruchu”. Szuka „ból kolana po bieganiu” albo „ortopeda dziecięcy”. Lista konkretnych problemów, z którymi można przyjść, działa lepiej niż lista procedur – i nie narusza zasad informowania, bo nadal opisuje zakres świadczeń, nie ich skuteczność.
„O mnie”, które odpowiada na jedno pytanie
Pacjent czyta „O mnie” z jednym pytaniem w głowie: czy ta osoba mi pomoże. Odpowiedzią jest konkret – specjalizacja i rok jej uzyskania, gdzie pracujesz lub pracowałeś, czym zajmujesz się na co dzień, jakie masz dodatkowe umiejętności. Uchwała NRL wprost dopuszcza podawanie stopni naukowych, specjalizacji i szczególnych uprawnień, więc nie ma powodu tego ukrywać.
Zdjęcie ma być Twoje. Nie ze stocku, nie „lekarz w białym fartuchu” z banku zdjęć. Pacjent, który wchodzi do gabinetu, chce zobaczyć tę samą twarz, którą widział na stronie. Brak zdjęcia jest lepszy niż zdjęcie cudze.
Sposób umówienia wizyty – sam telefon nie wystarcza
Według danych ZnanyLekarz 44% prób dodzwonienia się do lekarza kończy się niepowodzeniem. Jeśli jedynym kanałem kontaktu jest telefon, a pacjent szuka wieczorem, strona w tym momencie nie działa. Potrzebny jest co najmniej drugi kanał: formularz z prośbą o kontakt zwrotny, adres e-mail albo rezerwacja online.
Rezerwacja online nie jest obowiązkowa i nie każdej praktyce się opłaca – pisałem o tym osobno w tekście o systemie rezerwacji na stronie medyka. Ale jeśli już z niej korzystasz, na przykład przez ZnanyLekarz, Medfile czy Calendly, kalendarz powinien być osadzony na stronie, a nie tylko podlinkowany. Pacjent, który musi opuścić Twoją stronę, żeby zobaczyć terminy, często już nie wraca.
Niezależnie od kanału: numer telefonu jako klikalny link (żeby na telefonie dało się zadzwonić jednym dotknięciem), godziny, w których ktoś odbiera, i informacja, co się dzieje, kiedy nikt nie odbierze.
Godziny, adres, dojazd, teleporada
Banalne, a najczęściej nieaktualne. Godziny przyjęć na stronie muszą być prawdziwe – nieaktualne godziny szkodzą bardziej niż brak strony, bo pacjent przyjeżdża i trafia na zamknięte drzwi. Jeśli przyjmujesz w dwóch miejscach, każde z osobna: adres, dni, godziny, telefon.
Do adresu: mapa, informacja o parkingu, piętro, winda, domofon, jak trafić, jeśli gabinet jest w budynku z innymi firmami. To są rzeczy, o które pacjenci dzwonią, a każdy taki telefon to czas, który mógł pójść na coś innego.
Jeśli prowadzisz teleporady, napisz to wprost: w jakich sytuacjach, przez jakie narzędzie, jak wygląda płatność, czy wystawiasz e-receptę. Pacjenci szukający konsultacji online często nie wiedzą, czy dany lekarz w ogóle je oferuje – i nie dzwonią, żeby zapytać.
Cennik, który nie odstrasza
Cennik i tak musi być, więc lepiej, żeby dobrze działał. Pacjent chce wiedzieć, ile zapłaci i za co. Dobry cennik podaje cenę, czas wizyty i to, co ona obejmuje – na przykład konsultacja 30 minut z badaniem, kolejna wizyta 20 minut. Jeśli są usługi dodatkowe, osobno. Jeśli przyjmujesz przedpłaty albo obowiązują zasady odwoływania wizyt, to też jest miejsce, żeby o tym napisać – uchwała NRL dopuszcza informację o sposobie płatności na stronie.
Czego w cenniku nie powinno być: promocji, rabatów, „pierwsza wizyta gratis”, cen „od 99 zł” bez wyjaśnienia. To wchodzi w reklamę.
Opinie pacjentów – ostrożnie
Opinie mają duży wpływ na wybór lekarza, ale własna strona nie jest najlepszym miejscem, żeby je publikować. Po pierwsze, publikacja opinii pacjenta wymaga jego zgody i nie może ujawniać niczego, co podlega tajemnicy lekarskiej. Po drugie, wyselekcjonowane pochwały na stronie lekarza łatwo uznać za formę zachęty – a tego uchwała NRL zabrania.
Bezpieczniejsze rozwiązanie: link do Profilu Firmy w Google lub do profilu w portalu z opiniami, gdzie pacjent sam je zweryfikuje. Wiarygodność opinii bierze się z tego, że nie Ty je wybierałeś.
Czego na stronie lekarza być nie powinno05
Krótka lista rzeczy, które regularnie spotykam na stronach gabinetów i które szkodzą – wizerunkowo, prawnie albo po prostu w konwersji.
Superlatywy i obietnice. „Najlepszy”, „gwarantujemy”, „skuteczne leczenie”, „bezbolesne zabiegi”. To jest reklama w rozumieniu ustawy i uchwały NRL, a przy okazji budzi nieufność.
Zdjęcia stockowe. Uśmiechnięty personel, którego nie ma w gabinecie. Pacjenci to rozpoznają.
Treści medyczne kopiowane z portali. Jeśli nie masz czasu pisać własnych tekstów, lepiej nie mieć bloga niż mieć blog z tekstami, które są w dziesięciu innych miejscach.
Formularz z pytaniem o objawy. Omówione wyżej – to dane o zdrowiu zbierane bez potrzeby.
Nieaktualne informacje. Godziny, ceny, lekarz, który już nie przyjmuje, telefon do recepcji, która zmieniła numer. Strona, która nie jest aktualizowana, powinna być raczej wyłączona.
Ikony mediów społecznościowych prowadzące do profili, na których ostatni wpis jest sprzed dwóch lat. Albo prowadź, albo nie linkuj.
Rozbudowana sekcja o misji i wartościach zamiast informacji, jak się umówić. Pacjent nie wybiera lekarza po deklaracjach.
Minimum czy rozbudowana strona06
Większości praktyk jednoosobowych wystarcza pięć, sześć podstron: strona główna, o mnie, zakres pomocy, cennik, kontakt oraz polityka prywatności z informacjami prawnymi w stopce. Taka strona spełnia wymogi ustaw, odpowiada na trzy pytania pacjenta i da się ją utrzymać w aktualnym stanie bez wysiłku. To jest zakres, od którego zaczynam większość projektów – szczegóły opisałem na stronie o tym, jak wygląda strona internetowa dla lekarza w mojej realizacji.
Rozbudowa ma sens w dwóch przypadkach. Kiedy zakres pomocy jest szeroki i każdy obszar zasługuje na własną podstronę – to pomaga też w widoczności w wyszukiwarce, bo pacjent szukający konkretnego problemu trafia na stronę o tym problemie, a nie na ogólną listę. I kiedy realnie masz czas na pisanie – wtedy sekcja z odpowiedziami na najczęstsze pytania pacjentów albo blog mają sens. Ale blog, który powstaje raz na pół roku, robi gorsze wrażenie niż jego brak.
Osobną decyzją jest to, czy w ogóle potrzebujesz własnej strony, czy wystarczy profil w portalu. Rozpisałem to w tekście ZnanyLekarz czy własna strona – krótko: portal daje ruch, własna strona daje kontrolę, a większość lekarzy kończy z jednym i drugim.
Lista do odhaczenia07
Wymagane przepisami:
- aktualny cennik świadczeń i opłata za udostępnienie dokumentacji medycznej (art. 24 ustawy o działalności leczniczej),
- rodzaj działalności leczniczej i zakres świadczeń,
- informacja o monitoringu, jeśli jest w gabinecie,
- imię i nazwisko, adres, e-mail, NIP,
- tytuł zawodowy, okręgowa izba lekarska, numer PWZ z nazwą rejestru, informacja o KEL (art. 5 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną),
- polityka prywatności i klauzula informacyjna przy każdym formularzu,
- baner cookies – tylko jeśli używasz statystyk lub narzędzi marketingowych,
- treści bez cech reklamy: bez superlatywów, obietnic, promocji.
Decydujące o wizytach:
- specjalizacja, miasto i sposób kontaktu na pierwszym ekranie telefonu,
- zakres pomocy opisany językiem problemów pacjenta,
- „O mnie” z konkretami i własnym zdjęciem,
- co najmniej dwa kanały umówienia wizyty, telefon klikalny,
- prawdziwe godziny przyjęć, adres, dojazd, parking, informacja o teleporadach,
- cennik z czasem wizyty i tym, co obejmuje,
- link do opinii w zewnętrznym źródle zamiast wybranych cytatów.
Do usunięcia:
- zdjęcia stockowe, kopiowane teksty, nieaktualne dane, martwe linki do social mediów, pole „opisz dolegliwości” w formularzu.
Pytania, które wracają w rozmowach08
- Czy lekarz musi mieć stronę internetową?
- Nie. Żaden przepis tego nie wymaga. Ale jeśli strona istnieje, musi zawierać cennik, zakres świadczeń i dane identyfikacyjne opisane wyżej. Obowiązek nie dotyczy posiadania strony, tylko jej treści.
- Czy cennik na stronie lekarza jest obowiązkowy?
- Tak. Art. 24 ust. 2 ustawy o działalności leczniczej nakazuje podanie wysokości opłat na stronie internetowej podmiotu wykonującego działalność leczniczą. Dotyczy to również indywidualnych praktyk lekarskich.
- Czy mogę podać na stronie numer prawa wykonywania zawodu?
- Tak, a ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną wręcz tego wymaga – wraz z nazwą rejestru i organem, który go prowadzi. Pacjenci sprawdzają lekarzy w Centralnym Rejestrze Lekarzy, więc podanie numeru działa na Twoją korzyść.
- Czy na stronie lekarza mogą być opinie pacjentów?
- Mogą, za zgodą pacjenta i bez ujawniania informacji objętych tajemnicą. Bezpieczniej jednak linkować do zewnętrznego źródła opinii niż publikować wybrane cytaty – selekcja pochwał może być uznana za zachętę, której uchwała NRL zabrania.
- Czy strona lekarza musi mieć baner cookies?
- Tylko wtedy, gdy korzysta z plików, które nie są niezbędne do działania strony – statystyk odwiedzin, pikseli reklamowych, osadzonych map z śledzeniem. Prosta strona informacyjna bez analityki banera nie potrzebuje.
- Czy nowy Kodeks Etyki Lekarskiej pozwala reklamować gabinet na stronie?
- Nie w potocznym rozumieniu reklamy. KEL od 2025 roku mówi o prawie do informowania o usługach, ale ustawowy zakaz reklamy z art. 14 ustawy o działalności leczniczej i uchwała NRL z 2011 roku nadal obowiązują. Można informować – nie można zachęcać, obiecywać ani porównywać się z innymi.
- Co jest ważniejsze: wygląd strony czy jej treść?
- Treść. Strona, która wygląda przeciętnie, ale w pięć sekund mówi pacjentowi, kim jesteś, w czym pomagasz i jak się umówić, przyniesie więcej wizyt niż piękna strona, na której tych informacji trzeba szukać. Wygląd ma budować zaufanie, nie zastępować informacji.
Jeśli po przeczytaniu tej listy okazało się, że Twoja obecna strona nie spełnia połowy punktów – to normalne. Większość stron gabinetów, które trafiają do mnie do przebudowy, ma dokładnie te same braki. Dobra wiadomość jest taka, że wszystko z tej listy da się poprawić, a najważniejsze elementy to kwestia treści, nie technologii.
